Święta nie zaczynają się wtedy,
gdy wszystko jest dopięte na ostatni guzik.
Nie wtedy, gdy dom lśni,
Nie wtedy, gdy dom lśni,
a stół wygląda jak z katalogu.
Nie wtedy, gdy wszystkie potrawy są idealne,
Nie wtedy, gdy wszystkie potrawy są idealne,
a plan dnia rozpisany co do minuty.
Święta zaczynają się dużo wcześniej — i dużo ciszej.
Zaczynają się wtedy, gdy ktoś się uśmiechnie.
Gdy usiądziecie razem, choćby na chwilę.
Gdy rozmowa przeciągnie się dłużej, niż planowałaś.
Gdy w domu pojawia się to miękkie poczucie „jesteśmy razem”.
Bo to nie perfekcja tworzy święta.
To drobne momenty
— czasem niedoskonałe, czasem spontaniczne, ale prawdziwe.
Może w tym roku warto inaczej
Może wcale nie trzeba robić wszystkiego „na tip‑top”.
Może nie trzeba udowadniać,
Może nie trzeba udowadniać,
że ogarniasz wszystko naraz.
Może nie trzeba gonić za obrazkiem idealnych świąt.
Może w tym roku warto odpuścić trochę „muszę”,
a złapać więcej „chcę” i „czuję”.
Może nie trzeba gonić za obrazkiem idealnych świąt.
Może w tym roku warto odpuścić trochę „muszę”,
a złapać więcej „chcę” i „czuję”.
Bo święta nie są po to, żeby się zmęczyć.
Są po to, żeby poczuć bliskość, spokój i ciepło
— nawet jeśli wokół jest trochę bałaganu,
a sernik nie wyszedł idealnie.
Święta dzieją się w małych rzeczach
W zapachu herbaty, którą pijesz w biegu.
W śmiechu przy stole,
W śmiechu przy stole,
nawet jeśli ktoś właśnie rozlał kompot.
W rozmowie, która nagle schodzi na ważne tematy.
W ciszy, która pojawia się między jednym obowiązkiem a drugim.
W rozmowie, która nagle schodzi na ważne tematy.
W ciszy, która pojawia się między jednym obowiązkiem a drugim.
To właśnie te chwile zostają z nami najdłużej.
Nie perfekcyjnie ułożone serwetki.
Nie idealne zdjęcia.
Tylko momenty
— prawdziwe, ciepłe, zwyczajne.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz